niedziela, 15 marca 2015

My Secret bronzing powder for contouring

Dziś mam dla Was moją opinię o pudrze brązującym do konturowania, marki ‘’My Secret’’.


Jest to produkt w kamieniu, w ładnym kolorze, niestety zawiera pomarańczowy pigment, ale i tak jest go w nim zdecydowanie mniej niż w większości drogeryjnych bronzerów, zamknięty jest w plastikowym puzderku, w środku jest 11g produktu.



 Ja używam go do konturowania, jestem bladziochem więc oczekuję od bronzera jasnego i niezbyt ciepłego odcienia. Ten właśnie taki jest, choć mimo wszystko nie jest to produkt idealny dla mnie, wolałabym coś jeszcze zimniejszego i w przystępnej cenie.

Zdjęcie po lewej bez lampy ,po prawej z lampą.

 Zapomniałabym wspomnieć o jego specyficznym zapachu, nie znam dużo produktów w kamieniu, które by pachniały, a ten według mnie pachnie prześlicznie jakby ogórkowymi perfumami, zapach utrzymuje się na skórze dość długo i jest intensywny, więc dla osób wrażliwych na zapachy nie będzie to dobre rozwiązanie. 



Dodatkowym atutem tego produktu jest jego cena około 13 zł. 

Podsumowując :
 Cena: 13zł
 Trwałość: Bardzo dobra 
Zapach: Intensywny 
Dostępność: W drogerii natura
 Pojemność: 11g

środa, 4 marca 2015

Makeup Revolution, Girl Panic

Odkąd zaczęłam przygodę z makijażem lubiłam podkreślać oczy, na samym początku inwestowania w kosmetyczkę by nie podkradać mamie kosmetyków zainwestowałam w paletę 180 cieni ,była tam masa kolorów od neonów po cieliste zwyklaki, niestety im więcej makijaży wykonywałam tym bardziej przekonywałam się, że 90% cieni jest nieużywana i raczej nigdy używana nie będzie. Dzięki tej palecie poznałam swoje preferencje co do kolorów cieni i pewnie jak większość kobiet pokochałam właśnie te zwyklaki. W związku z tym, że tamta paleta była ogromna i ciężka, a ja zaczęłam coraz częściej zabierać kosmetyczkę do torebki potrzebowałam czegoś dużo mniejszego ,lżejszego, z naturalnymi kolorami oraz z takimi które nadawałyby się do wykonywania makijażu wieczorowego oraz by nie była zbyt droga. Po przejrzeniu chyba całego internetu natknęłam się na paletę Makeup Revolution, Girl Panic,


 tak przyznaję pierwsze co przykuło moją uwagę to kolor pudełka w jakim do nas przychodzi. ale wiedziałam też, że jeśli coś jest zapakowane w tak pięknym opakowaniu to powinno mieć też piękną zawartość, i nie pomyliłam się. Paleta zawiera 18 cieni, 6 matowych oraz 12 błyszczących.



 Ja używam jej od grudnia codziennie , wykonuję nią makijaż dzienny oraz wieczorowy ,a nawet sylwestrowy. Dla mnie paleta marzenie, idealna dla zielonookich blondynek czy też rudzielców.
Najjaśniejszy kolor idealnie wyrównuje i rozjaśnia koloryt powieki, ja nakładam również pod łuk brwiowy, używam go naprzemiennie z drugim matowym, pomimo różnic na zdjęciach w rzeczywistości są bardzo podobne. Cała reszta matowych cieni nadaje się do przyciemnienia oka. Z kolei piękne błyszczące cienie robią piękny efekt końcowy, ale mają jedną wadę przez to, że są brokatowe sypią się, wybaczam im to ponieważ dają piękny efekt. Najjaśniejszego błyszczącego używam do rozświetlania wewnętrznego kącika oka. 



Starałam się uchwycić wszystkie kolory w świetle dziennym, niestety dwa najjaśniejsze maty nie są widoczne, ale zapewniam, że na oku je widać.


Podsumowując:

Paletka jest mała,idealna do kosmetyczki, zawiera kolory idealne do użytku codziennego, jest dobrze napigmentowana, nie jest droga (około 30 zł), niestety jest ciężko kupić stacjonarnie, ja moją kupiłam w Gdańsku w siedzibie kosmetykomani, nie uczula, a jestem alergikiem ; ) 

Dodatkowo załączam zdjęcie składu dla zainteresowanych 


Polecam ; )






poniedziałek, 2 marca 2015

Tańsze nie znaczy dobre


W ostatnią niedzielę koło godziny 15,  gdy chciałam pomalować paznokcie zorientowałam się ,że mój ukochany Seche Vite się skończył ,i nie mam żadnego zamiennika .Więc mając nadzieję ,że jednak istnieje coś choć w połowie tak dobre jak Seche, postanowiłam pójść do najbliższego sklepu i kupić jeden z drogeryjnych wysuszaczy ,padło na essence quick dry.

Szczęśliwa wróciłam do domu i zaczęłam wykonywać moją ulubioną czynność jaką jest malowanie paznokci . W pierwszym momencie po nałożeniu top coatu byłam zadowolona z efektu ,paznokcie ładnie błyszczały ,równo się rozprowadził i w sumie na tym koniec zachwytu ponieważ po kilku sekundach zaczął się rozlewać na palce i wcale nie zasychał . I tak oto poznałam według mnie najgorszy wysuszacz jaki miałam okazję testować . Abym mogła coś zacząć robić rękami schnął około 3 godziny ,i nie było to pełne wysuszenie ,koło godziny 20 gdy leżałam już w łóżku jeden z paznokci strasznie się odcisnął na poduszce ,ale stwierdziłam że poprawię go rano, i jakie było moje zdziwienie gdy rano popatrzałam na paznokcie a tam każdy z nim miał na sobie cudowny wzór z poduszek .Tak więc według mnie top coat z essence powinien nazywać się długo-schnącym nabłyszczaczem .Człowiek uczy się na błędach i własnym lenistwie, ponieważ odkąd używam Seche Vite myślałam ,że jest dostępny tylko online lub stacjonarnie ale daleko od mojego miejsca zamieszkania .Zmuszona zakupieniem nowego Seche Vite pojechałam szukać go w centrum handlowym ,i jakie  było moje zdziwienie gdy ujrzałam go na półce w Super Pharm ,niestety cena dużo wyższa niż online ,ale i tak się opłacało bo jako prezent za zakup dostałam miniature tego cuda.

Dodatkowo będąc w centrum nie mogło się obejść bez  nowego lakieru do paznokci bo przecież liliowego nie mam ;p więc kupiłam piękny liliowy z Golden Rose(nr 66).

A tak wyglądają moje paznokcie pomalowane tą parką.

Podsumowując:



Ja zostaję przy Seche Vite i polecam tym z was ,którym zależy na długotrwałym efekcie oraz na szybkim wysychaniu ; )